Samochodem elektrycznym po Polsce

Zaktualizowano: 15 mar 2021


 


 

Czy dam radę dojechać na urlop nad morze, w góry, na Mazury? To pytanie stawiają sobie przyszli właściciele samochodów elektrycznych. Powszechne jest przekonanie, że takie pojazdy sprawdzają się w mieście, na krótkich dystansach, jednak o dłuższych wyprawach należy zapomnieć. Czy to prawda?


W dzisiejszym artykule poruszymy jedno z zagadnień, które trapi wiele osób, myślących o zakupie samochodu elektrycznego: wyjazdy na urlop. Nikt przecież nie chce znaleźć się w sytuacji, w której pojazd staje na środku drogi z powodu braku “paliwa”. I chociaż obawy te nie są zupełnie bezpodstawne, gdyż nie brakuje samochodów elektrycznych przeznaczonych głównie do poruszania się po mieście, długie trasy także można z powodzeniem pokonywać takim pojazdem. A jazda jest nie tylko komfortowa, ale przede wszystkim ekonomiczna.



Podstawy, czyli zasięg

Zacznijmy od podstaw, czyli zasięgu samochodu elektrycznego. Parametr ten zależy od kilku czynników. Głównym z nich jest pojemność posiadanej baterii wyrażona w kWh (kilowatogodzinach). Dla przykładu Nissan Leaf (I generacji) posiada baterie o pojemności 24 kWh. Inny popularny samochód elektryczny - BMW i3 występuje w wariantach 20, 30 i 40 kWh. Większymi może pochwalić się np. Tesla model S: 75, 85, 90 lub 100 kWh.


Pojemność baterii ma realne przełożenie na rzeczywisty zasięg i oczywiście im ona jest większa, tym większe możliwości naszego pojazdu. Nissan Leaf z baterią 24 kWh jest w stanie przejechać maksymalnie 200 km, Tesla Model S (w wersji 75 kWh) pokona na jednym “tankowaniu” około 360 km.

Zasięg oczywiście zależy od naszego stylu jazdy oraz warunków atmosferycznych, czyli... dokładnie tych samych czynników, jak w przypadku aut spalinowych. Sporo zależy od dodatkowego wyposażenia wspierającego energoszczędność jak choćby pompa ciepła. I co bardzo ważne od tego; czy jedziemy „pod górkę” czy „z górki”.



Ruszamy nad morze!

Przejdźmy do konkretów: jak samochód elektryczny poradzi sobie na popularnej trasie “nad morze”? Weźmy „na warsztat” jedną z najczęściej pokonywanych przez warszawiaków tras podczas gorących letnich weekendów, czyli wyprawę: Warszawa-Gdańsk. Do stolicy województwa pomorskiego z Warszawy możemy dojechać starą “siódemką” lub nowymi autostradami A2/A1. Ta pierwsza opcja (S7) oznacza konieczność pokonania 340 km. Decydując się na autostrady przejedziemy o 70 km więcej.


Podróżowanie samochodem elektrycznym na dłuższe dystanse wymaga od nas pewnych kompromisów. Musimy zrezygnować z przejazdów “na raz” z punktu A do punktu B, jazdy po 8-10 godzin non-stop. Są jednak również tego dobre strony: regularne przerwy co 2-3 godziny jazdy w przypadku podróży elektrykiem, pozwalają zregenerować się kierowcy i w rezultacie poprawiają bezpieczeństwo naszej podróży.


Co do ekonomii poruszania się elektrykami, na chwilę pisania tego tekstu (Marzec 2021) trasę Warszawa-Gdańsk można pokonać nawet za 0 zł. Wystarczy wybrać drogę S7 i tankować na Orlenie. Alternatywą jest koszt 24 zł, jadąc trasą A2/A1. Dla porównania jadąc samochodem spalinowym spalającym średnio 9l/100 km wydamy około 180 zł. Kilka takich wyjazdów przekłada się zatem na wymierne oszczędności.


Podsumowując, samochodami elektrycznymi da się wyjechać na urlop, nie trzeba do tego ciągnąć przedłużacza z domu. Podróżowanie nimi jest bardziej ekonomiczne, mniej męczące i przyjemniejsze (choćby ze względu na niższy poziom hałasu). A oszczędzone pieniądze z trasy możemy wydać choćby podczas naszego wymarzonego urlopu!

I warto pamiętać: W sytuacji awaryjnej szybciej znajdziemy dom z gniazdem 230V niż stację benzynową.


42 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie